Poczucie Wartości w Środowisku

Nasze poczucie wartości w dużym stopniu zależy od nas. To co sami o sobie myślimy jest kluczowe. Nie zmienia to jednak naszej podstawowej społecznej natury.  Samoakceptacja nie jest wystarczająca.

Jako dzieci uważamy siebie za takich, za jakich inni nas uważają. To bliskie osoby przekazują nam słowami lub czynami czy jesteśmy dobrzy i kochani, czy też źli i beznadziejni. Jest to dla dziecka prawda absolutna.

 Jako nastolatki bezgranicznie pragniemy akceptacji rówieśników.  Wolimy nie być sobą, niż nie być lubiani. Nawet jeśli prezentujemy indywidualizm, to głównie dlatego, że jest to atrakcyjne w oczach innych.  Zrobimy wszystko, by inni nas zauważali.

Jeśli nasze poczucie wartości zostało w przeszłości nadszarpnięte, to i  jako dorośli przywiązujemy  nadmierną wagę do tego, co inni myślą o nas lub co mogą pomyśleć. Porównujemy się z zupełnie obcymi ludźmi i przeżywamy dramaty z tego powodu. Za bardzo obawiamy się negatywnej oceny.

Niemniej nawet wtedy, gdy mamy wystarczająco stabilne poczucie własnej wartości, nie stajemy się absolutnie obojętni na zdanie otoczenia.  Liczymy się z opinią bliskich osób. Stawiamy sobie cele, które będą akceptowane przez społeczność. Porównujemy się z innymi. Tak jak dojrzałe, zdrowe drzewo, samo dla siebie stanowimy oparcie, jednak na poziomie korzeni następuje nieustanna, konieczna do życia wymiana z innymi.

Ofiara Okrutnego Losu

Osoby, które w doświadczyły krzywd ze strony innych ludzi często uważają, że są słabe. Sądzą, że są „typem ofiary”, że coś w ich osobowości sprawia, że sobie nie poradziły, nie uniknęły nieszczęścia, albo nie umiały przeciwstawić się oprawcy.

Takie osoby zwykle nie dostrzegają tego, ile wewnętrznej siły trzeba mieć żeby przebrnąć przez piekło, przetrwać.  Nie zauważają godnych podziwu cech charakteru, które im w tym pomogły i tych, które udało im się wypracować w tak trudnych warunkach. Nie doceniają swojej wewnętrznej mocy.

Nie trzeba być typem ofiary, żeby stać się ofiarą. Tak jak zwierzę upolowane przez myśliwego w lesie nie ma specjalnych predyspozycji do bycia zastrzelonym.

Błyskawiczne Oceny

Nasz umysł ma pewne typowe skłonności. Jedną z nich jest nieustanne ocenianie. Dobrze- niedobrze. Brzydko- ładnie. Przyjemnie- nieprzyjemnie. Głupio- mądrze. Oceniamy siebie, innych, domy, pracę, miasto, państwo. Rzeczy drobne i rzeczy wielkie. Słowem wszystko . Nie odpoczywamy od  naklejania etykiet. Oceny te są szybkie, odruchowe, powierzchowne. Nie mówię tu o przemyślanych sądach, nad których długo się zastanawiamy, ale o tym co umysł wyprawia przez cały dzień.

Skłonność nie oznacza jednak konieczności.  Ten rozpędzony pociąg daje się zatrzymać, umie zwolnić. Potrafimy doświadczać bez oceniania.

W kulturze zachodu odbieramy wychowanie, w którym nikt nawet nie napomyka o tym, że możemy uzyskać wpływ na wewnętrzną przestrzeń umysłu. Dlatego wymaga to wielu ćwiczeń. Polegają one na przytomnym doświadczaniu, a nie na próbie zagłuszenia czy zatrzymania myśli. Nie muszą to być od razu wschodnie medytacje z siedzeniem po turecku. Do wyciszenia wystarczy chwila odpoczynku i skupienia.  Spacer w milczeniu. Świadome rozmyślanie. Kiedy jesteśmy zabiegani, nie panujemy nad umysłem.

Ocenianie bywa potrzebne, ale przeważnie jest tylko odruchowe. Odbijanie się, jak piłeczka pingpongowa, od jednej oceny do drugiej po prostu męczy.  I czy można zaufać tak niespokojnym osądom?

Być Chudym

Absurdalny, zdawało by się, koncept krajów zasobnych, gdzie większości ludzi nie brakuje jedzenia.  Jednak wydaje się mieć ukryty sens. Gdyby szczupłość nie wpływała na nasze poczucie wartości – zajedlibyśmy się na śmierć. Lęk o zdrowie, czy rozsądek nie uchroniły by nas tak skutecznie jak społeczny wstyd.

Jednak idea, która ma nas chronić przed śmiercią, dla niektórych  staje się zabójcza.  Tak jak bywają substancje lecznicze w  umiarkowanych dawkach, a szkodliwe przy dużych.

Psychoterapia i Wpływ Dzieciństwa

Psychoterapia kojarzy się często z poszukiwaniem przyczyn obecnych problemów w dzieciństwie.  Zależnie od nurtu terapii waga przywiązywana do wczesnodziecięcych doświadczeń może być różna – niektóre nurty terapii np. cbt koncentrują się większym stopniu na teraźniejszości.

Niemniej cała nasza kultura jest przesiąknięta  tego rodzaju wizją – nasze trudności wydają się mieć korzenie w dawnych relacjach.

Zaczęło się od Freuda, który sformułował szczegółowe teorie na temat faz dzieciństwa i wpływu nierozwiązanych w ich okresie konfliktów na dorosłe życie.  Jego prace wstrząsnęły światem. Przed Freudem tego rodzaju perspektywa nie istniała w zbiorowej świadomości. Dzieciństwo było tylko etapem życia, a rodzicie nie zdawali sobie sprawy że ich metody wychowawcze, okazywanie uczuć i stawianie granic mogą wpłynąć na lęki, czy złe nastroje jakie ich dzieci będą przeżywać w dorosłości. Nie wiedzieli, że mogą być odpowiedzialni, a nawet winni problemów swoich pociech. Perspektywa XIX wiecznego widzenia tych spraw jest zgrabnie ukazana w książce „Alienista” Caleba Carra (i w serialu pod tym samym tytułem) .

I chociaż kuszące jest myślenie, że Freud a za nim wielu innych psychoterapeutów odkryło prawdę na temat roli dzieciństwa, to być może jesteśmy tylko przy kolejnej prawdzie. Lub inaczej mówiąc, że psychoterapia nie odkrywa prawd, niby biolog rozpoznający pod mikroskopem nową bakterię, tylko raczej  tworzy pewne sposoby widzenia rzeczywistości.

Potrzebne? Tak. Jedyne możliwe? Nie.

Szczęście

Pierwotnie szczęście oznaczało po prostu dobry los. Jeśli ktoś nie doświadczał pecha, wiodło mu się dość dobrze w obszarze zdrowia, rodziny czy zasobów materialnych, oznaczało to, że ma szczęście. Los mu sprzyjał.

W krajach tzw. Pierwszego  Świata  idea szczęścia rozrosła się, a jej  znaczenie stało niepewne. Szczęście to coś więcej niż dobre warunki, gdy pech nas nie prześladuje. Jest to raczej stan idealny. Mając wszystko co potrzeba, chcemy mieć  jeszcze więcej.  Uważamy, że „zasługujemy na szczęście” , „mamy prawo być szczęśliwi”. Nasze Ja ma być rozpieszczone do granic możliwości. Koniec końców nie wiadomo do końca jak. Zapytani o szczęście potrafimy podać kilka definicji, nie umiemy jednak wyjaśnić dlaczego wydają nam się takie ważne. Zawsze też jesteśmy o krok do tyłu za pełnią szczęścia.

Umiejętność docenienia prostych rzeczy jest na straconej pozycji. Dobry los mija niezauważony.

Ciało jako Doradca

Nasze ciało nieustannie podsuwa nam cenne informacje. O tym jakie mamy potrzeby, jakich składników odżywczych nam brakuje,  ile potrzebujemy wypoczynku, gdzie czujemy się dobrze i wiele innych.

W kulturze zachodu ciało jest postrzegane raczej jako narzędzie niż jako partner umysłu. Chcemy żeby było wytrzymałe, albo piękne, służyło nam, jeśli zechcemy je wykorzystać.  Tymczasem Ciało ma własne zdanie. Próbuje nas do niego przekonać, niby dobry przyjaciel. Jeśli pilnie słuchamy, mówi coraz więcej.  Pojawiają się subtelne odczucia. Jeśli natomiast ignorujemy ten głos, informacje przestają do nas docierać.

W pogoni za intensywną pracą czy idealną sylwetką możemy zgubić  Ciało i znaleźć je potem w nie najlepszym stanie.  Może pewnego dnia  obudzimy się z depresją. Może zemdlejemy ze zmęczenia. Ciało będzie do nas krzyczało, bo nie słyszymy szeptu.

To oczywiste, że mamy ciało. Jednak łatwo o tym zapomnieć.

Wewnętrzne Przymusy

Martwimy się tym, co należy, co musimy, co trzeba. Zadręczamy standardami, które chociaż wydają się realistyczne, nie są możliwe do spełnienia. Porównujemy z ludźmi, którzy naszym zdaniem są daleko przed nami. Nie doświadczamy siebie takimi, jacy jesteśmy. Toniemy w tym, jacy powinniśmy być.

Cały ten dramat rozgrywa się na scenie naszego umysłu. I chociaż to nie my specjalnie zrobiliśmy bałagan, to jedynie my możemy  go posprzątać.

Radzenie sobie ze stresem – Podstawy

Dobre radzenie sobie ze stresem wymaga nie jednej, ale wielu umiejętności. Obejmują one przeciwdziałanie trudnościom zanim one wystąpią, a także radzenie sobie z aktualnymi problemami.  Żeby jednak z czymkolwiek sobie poradzić, trzeba rozumieć co się właściwie wydarza. Wiele napięć rodzi się w chaosie, którego umysł początkowo nie ogrania. Dlatego, gdy  tylko stres narasta  warto zatrzymać się i wnikliwie przyjrzeć sytuacji.  Można zadać sobie pomocnicze pytania:

Czy stres jest spowodowany czynnikiem zewnętrznym czy rozgrywa się w moim umyśle? A może jedno i drugie?

Jakie moje myśli/ nastawienie sprawiają, że się denerwuję czy martwię?

Jakie emocje przeżywam?

Co jest w tej chwili najważniejszym, najbardziej bieżącym problemem?

Kiedy już lepiej rozumiemy co się dzieje, możemy podjąć działania w celu poprawy sytuacji. Warto zrobić mały krok w tym kierunku. Pamiętajmy, że może to być naprawdę mały krok, nie taki w siedmiomilowych butach.

Użalanie się nad sobą

Są takie momenty kiedy można, a nawet warto trochę się nad sobą pożalić. Potrzebujemy sami sobie okazać współczucie, popłakać nad złym losem, niesprawiedliwym szefem, wrednym partnerem i ogólnie naszą własną biednością.

To jednak co w małej dawce jest ożywcze, w większej zatruwa. Jeśli nieustannie narzekamy na wydumane krzywdy, lub zamartwiamy się tym co dawno minęło, tracimy możliwość przytomnego bycia w rzeczywistości. Tracimy swój cenny czas na wpatrywanie się w czubek własnego Ja, ciągle oglądając te same obrazy.