Psychoterapia kojarzy się często z poszukiwaniem przyczyn obecnych problemów w dzieciństwie. Zależnie od nurtu terapii waga przywiązywana do wczesnodziecięcych doświadczeń może być różna – niektóre nurty terapii np. cbt koncentrują się większym stopniu na teraźniejszości.
Niemniej cała nasza kultura jest przesiąknięta tego rodzaju wizją – nasze trudności wydają się mieć korzenie w dawnych relacjach.
Zaczęło się od Freuda, który sformułował szczegółowe teorie na temat faz dzieciństwa i wpływu nierozwiązanych w ich okresie konfliktów na dorosłe życie. Jego prace wstrząsnęły światem. Przed Freudem tego rodzaju perspektywa nie istniała w zbiorowej świadomości. Dzieciństwo było tylko etapem życia, a rodzicie nie zdawali sobie sprawy że ich metody wychowawcze, okazywanie uczuć i stawianie granic mogą wpłynąć na lęki, czy złe nastroje jakie ich dzieci będą przeżywać w dorosłości. Nie wiedzieli, że mogą być odpowiedzialni, a nawet winni problemów swoich pociech. Perspektywa XIX wiecznego widzenia tych spraw jest zgrabnie ukazana w książce „Alienista” Caleba Carra (i w serialu pod tym samym tytułem) .
I chociaż kuszące jest myślenie, że Freud a za nim wielu innych psychoterapeutów odkryło prawdę na temat roli dzieciństwa, to być może jesteśmy tylko przy kolejnej prawdzie. Lub inaczej mówiąc, że psychoterapia nie odkrywa prawd, niby biolog rozpoznający pod mikroskopem nową bakterię, tylko raczej tworzy pewne sposoby widzenia rzeczywistości.
Potrzebne? Tak. Jedyne możliwe? Nie.
